Blog ten jest pamiętnikiem historii narodzin mojego syna.
O Raphaela walczyłam 10 lat.
Przeszłam kilka operacji, 3 zabiegi in vitro.
Trzeci zabieg dał Nam syna.
Oto nasza historia.

środa, 3 sierpnia 2011

PORÓD- oparty na faktach w dodatku autentycznych. Post baaaardzo długi o parciu na kupę.




NAJWPRZÓD DZIĘKUJEMY wszystkim ZA TAK CUDOWNE ŻYCZENIA I GRATULACJE.
JESTEŚCIE CUDOWNI
BUZIOLKI I JESZCZE RAZ DZIĘKUJEMY

A teraz, a teraz będzie długo, nudno i tematycznie.

Na wstępie chciałam powiedzieć mojemu Synowi, aby tego wpisu nigdy nie czytał.
Po wtóre to mój blog i opisane w nim doznania są moje.
Proszę mi tu nie pitu pitu w komentarzach-że zapomnę albo, że ktoś rodził 5 minut.
Ja w takie rzeczy nie wierzę.
Uważam, iż jest to spisek Kobiet, przeciwko Kobietom.

No tak to już mamy, że jakoś faceci w chwilach strasznych są w stanie się dogadać
i uprzedzić nawzajem o niebezpieczeństwie.
Baby natomiast-baba drugiej babie nie powie, bo co tamta będzie miała lepiej.
No po fakcie to powie, ale przed- niby po co straszyć.
Więc ten wpis jest po to, że ja mówię.
A i tak każdy zrobi jak chce.

H2O se chlupnęło w domu w piątek rano.
Miałam czuja, że to to, bo trudno przeoczyć jak na trzeźwo rano, robisz siku na środku pokoju.
Po przyjeździe do szpitala, oznajmiono mi, że się mylę.
Że to nie wody jeno moja fantazja. Podłączono do aparatur, sprawdzono tętno dziecka, mój gine odesłał mnie ze szpitala na prywatne badanie usg, powtarzając że nic się nie dzieje, wracam do domu.
Przejechałam ten kawałek do jego gabinetu w samochodzie i na odcinku 5 metrów znów chlup.
Kot mówi-nie wycieraj będzie dowód ze chlapiesz.
Ja jak zwykle luzik.
Wchodzę do gabinetu, Dr swoje do KOta, ja się rozbieram włażę na fotel i chlup po raz trzeci.
ooooo- lekarz wreszcie uwierzył.
No ale zrobił badanko i stwierdził, że cesarka nie-bo ja jestem duża baba a dziecię ma dopiero 3 kg więc po co, skoro i tak będzie jakieś znieczulonko.
I ja durna się na to nabrałam.

Oczywiście pojechałam nazad do szpitala, gdzie wsadzili mnie na wyrko i przez najbliższe 5 godzin tak siedziałam oglądając konie za oknem.
Jakoś udało mi się uzyskać informacje, ze poród może być
dziś, jutro, w środę, za tydzień lub dwa. Nikt nic nie wiem.
Ja luzik.

Piątek se przesiedział z bolącym zębem na pryczy szpitalnej.
W sobotę se przesiedziałam z nadal bolącym coraz bardziej zębem.
Dla odpoczynku łykałam DOZWOLONE tabletki przeciwbólowe i tak do godziny z około 24.00

Bo o 24 ząb mnie nagle przestał boleć, za to zaczęłam odczuwać małe bóle menstruacyjne.
Co to jest-wyjaśnienie dla facetów, jakby jakiś facet jednak czytał-to taki ból co zaczyna się w plecach w okolicach kości ogonowej i przełazi bokiem do przodu na brzuch.
Nie bolesne, raczej upierdliwe.

No to ja, pomna tego, ze chyba jednak za tydzień albo dwa, a nie teraz
-Luzik se siedzę,
ale główkuje, że może skoro mam net to choć poczytam sobie jak taki poród w etapach ma wyglądać.
W necie natrafiłam na stronę, nie pamiętam jaką, gdzie tak mniej więcej opisywano te skurcze, sposoby oddechu, etapy oczyszczania się organizmu.
Dla wyjaśnienia podaje, iż ja chciałam już kilka miesięcy temu iść jak człowiek, gdzieś na douczenie, kurs jakiś o tych oddechach albo czymś tam jeszcze, ale mój gine powiedział- po co, przecież albo będzie Pani spała, albo dam Pani zastrzyk więc nic Pani nie musi.
Jak nie ma różnicy, to po co przepłacać.

Dobra siedzę, bóle menstruacyjne jakoś większe, ja czytam.
Czytam i łażę co rusz do wychodka.
Pani obok, już tak koło 5 rano nie wytrzymała i stwierdziła, ze powinnam zawołać pielęgniarkę.

Ja-luzik i spokój-ale po coooo? Przecież to i tak nic nie zmieni.

Sąsiadka miała jednak widocznie mnie już totalne dość, bo sama chwyciła za guzik i ją zawołała.
Przyszła, za chwile przywiozła urządzenie do podsłuchu, podłączyła i poszła.
Ja leże i patrze na wykresik.
I jak liczby idą poniżej 3 to zaraz ja ból, jak powyżej 90 to większy ból.
Ale ja spoko, czyli luuuuzik.
Taki normalny jak w pierwszy dzień wiadomo czego.

Wykres jest górzasto doliniasty, położna zaprasza mnie na salę tortur bo chce sprawdzić ile to tam się powiększyło.
chmmm 2 cm.
Pytam się to dużo, mało, rodzę co jest.
Nie jeszcze nie , ale może chce Pani zostać na operacyjnym
Ja, jak wyżej luzik-ale po co?
pytam grzecznie i oświadczam, że ja wracam do swojego pokoju

Z pokoju zabrano mnie jednak po 2 minutach.

Wychodząc, chyciłam za książkę Cobena Krótka Piłka-polecam, no bo co ja będę na tej sali tak sama w nudach leżeć-poczytam se chociaż.
Na szczęście w ostatniej chwili stwierdziłam, że chyba jednak przesadziłabym i książkę odłożyłam.

Leże se na sali operacyjnej, znów podsłuch podłączony, pielęgniarka mnie pyta, czy chcę zadzwonić po męża.
No to co? rodzę??? się podpytuje.
Pielęgniarka, że nie i nie wie kiedy.
Patrze na zegar 5.50

No to nie będę budzić Kota, przecież jak go zbudzę przed 6 a urodzę o 20 to on mi na zawał zejdzie, albo więcej długopisów dokupi.

Czekam
6.10- zaczynam myśleć, że coś może jest nie halo.
Coś mnie boli więcej, ale świeżo nabyte wiadomości z netu nakazują mi głęboko oddychać.
Pomaga, jak się głęboko oddycha i nie rusza, to jak boli bardziej to boli mniej-zrozumiale pisze chyba.

Podnoszę łeb 6.15-eee co On będzie spał a ja bez książki się nudzę na sali porodowej- dzwonie.
6.30 Kot w drodze, o dziwo bez paniki.

Ja luzik i dalsza obserwacja wykresów plus ćwiczonko oddechów.

7.15 przyjechał Kot.
Ja luzik, ale przecież głupio tak leżeć, więc trochę bardziej marszczę się teatralnie i dodaje pojękiwania plus ściskanie ręki Kota.
Niech chłop widzi jak ja cierpię strasznie.

Około 7.30 o kurwa mać jak przyszedł pierwszy skurcz, to już nic teatralnego nie musiałam udawać.
Pielęgniarka zagląda, a tam 9 cm.

Pada pytanie- czy czuję że chce rodzic?
Jak się kurde czuje, że chce się rodzic, co to za pytanie. Ja chce rodzic od 10 lat, ale chyba to nie o to chodzi.

No czy czuje, ze chce przeć, tak za przeproszeniem, robić kupkę.
Nie chce robić żadnej kupki.

Ale kupkę waginą.
No ocipieli, jak się kurde robi kupkę waginą- debile, ale Kot obok, 9 cm robi na mnie wrażenie więc mówię -chcę.

Kontem oka przy przeprowadzce na fotel rodny widzę białe gumofilce
Ja pierdziele gdzie ja jestem, tu potem ktoś ze szlauchem wchodzi w tych gumiakach i tak się sprząta tą salę?

Kolejny skurcz oddala temat gumiaków w niepamięć.
Mi się zawsze wydawało, że to boli tak przewlekle, ciągle.
A to jest tak, że czujesz totalny ból w podbrzuszu, który trwa około minutki a potem jak trwał tak momentalnie znika i cisza na morzu.
tak pi razy drzwi minuta dla masochisty i minuta spokoju.

Przy drugim skurczy w umyśle dojrzewa mi myśl, że luzik się skończył i niech ja już się nie wygłupiam z tym byciem damą, no więc jak rozdarłam mordę tak darłam ją przez kolejnych 30 minut.
No z tymi przerwami na bezdarcie oczywiście.
Bo w tych przerwach wszystkich przepraszałam, za darcie.

Kota ustawiłam za fotelem nakazując nie ruszanie i nie oglądanie szczegółów widowiska.

Ale okazało się, że dwie położne nie mogę mnie utrzymać na miejscu jak przychodzi chwila dla masochisty więc Kota ustawiły aby trzymał mi nogi.
Pokopałam Kota.

Zaczęłam wrzeszczeć o to obiecane, nawet kilka godzin wcześniej znieczulenie.
Położne, że za późno. Zresztą mój lekarz im powiedział ze nie trzeba.
Więc drę japę na położne, aby mi odpowiedziały ile dzieci ten cwaniak urodził że piiiiiiii takie głupoty.
One w śmiech, ja w objęciach masochizmu.

Kot z położną nadal trzymają nogi, mi do krzyku dochodzi skręt tułowia.
Położna pomiędzy kolanami ciągle nadaje komendy - przeć jak na kupę.
Mój mózg zamiera.

Wchodzi lekarz. Mój szczątkowy mózg lekko się uspokaja, że może jak On wchodzi to koniec jest bliski.
Niestety, kiedy widzę, że nakłada białe gumiaki wiem, że już po mnie.

Siada, każe przeć ciągle-bo jak nie ciągle-czyli przez 1 minute na bezdechu to dziecko się cofa.
Jakie kurcze cofa.
Wchodzi skurcz, ja pre na gówno ciągle.

Wchodzi relaks, ja oznajmiam, że STOP ja mam dość ja chce stad iść, proszę mnie wypuścić.
Oczywiście obsługa sali w śmiech.

Wchodzi skurcz-mi tematy kałowe i darcie japy.
Wchodzi relaksik-słyszę pytanie położnej, czy chce zobaczyć jak to wygląda bo oni widzą już główkę, a ona ma lusterko może mi pokazac. I D I O T K A.

Jakie pokazać, mam zobaczyć jak na żywca się rozrywam i zamiast parcia na kupkę pre na włosy dziecięcia? Stanowczo odmawiam.

Kotu każe tez nie patrzeć.
Wchodzi skurcz-pre, drę japę.

Wolna pielęgniarka zatyka mi japę mokrą szmatą.
Dobrze, że nie gałęzią.
Znów obsług się śmieje.

W chodzi kolejny skurcz-myślę koniec, muszę to zrobić bo wszyscy obiecują ze potem nie będzie bolało.

I siup. Normalnie jak z torpedy.

Myślałam, że dziecko tak wolno wychodzi.
Okazało się, że jak wyjdzie główka to potem jest tylko taki odgłos plasknięcia i dziecko jest.

Ja mokra, dziecko na pierś, z piersi, poszli z Kotem je zważyć, ból minął.

Nie, bo ktoś mnie kuje tam gdzie zawsze wydawało mi się, ze nie mam tyłka i naciska brzuch.
Kota nie ma ja nadal wierzgam nogami, a gine mi każe znów przeć.
Bardziej boli naciskanie na brzuch.
Potem zszywano.
Zwlekam się z pomocą na podstawione łóżko.
Kot stoi i płacze...

Co mnie bolało po porodzie?
Najbardziej gardło, potem zakwasy w rękach od napierania na drążek, potem stopy.
Fakt, ze w tym samym dniu łaziłam po korytarzu i wzięłam prysznic.
Wiem jak wygląda cięcie cesarskie, bo takie mi kiedyś zafundowali lekarze w Pl robiąc ze mnie świnkę doświadczalną-dochodzi się dłużej, znacznie dłużej.

Kobiety rodzą w ten sposób od pokoleń, ale ja więcej razy nie chce.
Następne mroźniaki chce urodzić spokojnie i bezkałowo.

Jeśli ktoś reflektuje jego wola. To był mój opis jak przez to przeszłam.
Jak się czytam to widzę, że komicznie.
Może w takiej formie jest to bardziej do zapamiętania i przeżycia.

No to lecę do mojego Lwiątka.
Dziś ostatnia noc w szpitalu-jutro zaczynami prawdziwe życie, do którego od razu muszę nastawić się z humorem aby przetrwać.

Buziole dla wytrwałych


widok z pierwszego pokoju na koniki


pierwsze zdjęcia Raszka

Zachód słońca w obecnym pokoju

26 komentarzy:

TworzymyInaczej.pl pisze...

No to się uśmiałam. Wybacz,ale bardzo fajnie to napisałaś. Sama tak samo to wspominam i też jestem zdania,że wolę już nie rodzić :P Buziolki ślę dla Was. Będzie fajnie zobaczysz :)

Kasia pisze...

uśmiałam się jak norka, szczególnie z białych gumofilców - a po mu one były tak w ogóle???
a swoje porody wspominam identycznie - przy partych miałam ochotę uciec, zostawiając swój odwłok na pastwę losu
ale i tak najgorzej wspominam szycie szyjki i jak o tym pomyślę, to mi nadal skóra cierpnie brrrr

miłej ostatniej nocy w szpitalu :)
buziole

zuzamoll pisze...

GRATULACJE !:)
...z wpisu wynika, ze zeby rodzic trzeba miec przede wszystkim zdrowe gradlo :)
Bardzo zabwan wpis...i z takim szczesliwym zakonczeniem :)
Jestes BARDZO dzielna !

Czarny(w)Pieprz pisze...

Gratuluję raz jeszcze:) No, dramatyczna historia! Aż się spociłam czytając, na szczęście etap rozrodu mam za sobą(znaczy tak zakładam) - ja tam pamiętam 5 minut i żadnych specjalnych efektów. Nuuuuda - parcie, parcie i siup. Myślisz, że powinnam powtórzyć, żeby się przekonać jak będzie tym razem? AHa! Poprzednio od 6 miesiąca byłam uczennicą szkoły rodzenia, to może następnym razem spróbujesz?:))

mika - monika pisze...

cudny opis !!! jak dobrze że a już po :) mówią że kolejne dzieciąteczko rodzi się zdecydowanie szybciej :) poczekam jak Lwiątko podrosnie i co zrobi jego szalona mamunia całuchy kochne moje

Marchewka Dracoolina pisze...

Dzielna kobietko nasza! Opis pierwszej jakości! Ja rodziłam bezkałowo, cesarką, dzięki Tobie wiem więcej o życiu, a dokładniej o jego początkach :) Tak jak Kasię, mnie również na kolana powaliły gumofilce :D Takie rzeczy się pamięta! Jak moja mama rodziła to facet wszedł naprawiać kaloryfery, w fartuchu fachowca konserwatora, i moja mama do niego, że jak przechodził to tak ładnie powiało, więc on stanął nad jej głową i z dobrego serca ją fartuchem wachlował. W takich warunkach się rodziłam :D
Ściskam Was! M.

Grzegorzowa pisze...

Raszko jest wspaniały :) i od razu przeniosłam się myslami do swego dziecięcia...
Czekałam na ten opis. Nie wiem czy ze strachu przed porodem wyparłam zupelnie tą część ciąży, ale na niecały miesiąc przed nadal ignoruję temat porodu Juniora...Wiem że byc musi, a że jest ustawiony głowką w dól - idealnie do porodu sn, to też czeka mnie parcie na kupę :)

Hannah trzymajcie się, poznawajcie z Synkiem, no i fajnie że już dziś Cię wypuszczają...A waga Raszka przepiękna jak na 36/36tydzień ciąży

Grzegorzowa pisze...

35/36 tydzien miało być

Elliza pisze...

No mnie tam nic nie rozsmieszylo, choc wiem ze sie staralas, ale ja jeszcze sama w szoku jestem po swoim porodzie i co gazu ci kretyn tez nie dal?
Jak to czytalam to mialam ochote twojego lekarza pieprznac krzeslem. Glupi s......n, moze niech sie na veterynarie przerzuci kolek. Przepraszam ale ja bylam na znieczuleniu i tak plakalam i darlam sie a na koniec zyczylam sobie smierci, ale czyszczenie i szycie tez mialas okropne, ja sie w tym czasie juz cieszylam Olivia i zastanawialma czemu moja mam i maz sa upieprzeni w krwi? na sali mialam 20 osob, wciaz nie wiem czemu.
ech wiesz co, teraz to co czujesz i nawet milosc i fascynacja malym to nic, to bedzie jeszcze bardziej intensywne, super fajnie jest, mowie ci.
I bol sie zapomina, a to juz nawet ja sie zdziwilam ale sie zapomina!
To teraz uwazaj na infekcje moze sie przyplatac.

ambiguity pisze...

te gumofilce to mi się skojarzyły z weterynarzem, jestem z Ciebie dumna że urodziłaś sama. Jesteś WIELKA!! Terasz szybciej będą mogli zapodać kolejnego mroźniaka bo po cesarce trzeba by było czekać. Ja chce tez jedno dziecko ale rodzić nie chce...

Bree pisze...

Co za piekne male oczeta, piekne spojrzenie - hmmm chyba wiem po kim :)
Przeczytalam na wydechu :)Czytalo sie jak powiesc, czym dalej tym lepiej hmm ciekawiej :)ze tak ujme :)ostatnio tylko slysze o ciezkch porodach, kolezanka tez taki przechodzila, ojj kochanna nie strasz bo ja sie przymierzam za rok :)
Gratulacje jestes dzielna!!!! buziaki

Inkwizycja pisze...

No co ja Ci poradzę, że rodziłam bez traumy i nie mam złych wspomnień ;-)) ale znam, znam mrożące krew w żyłach opowieści o wielogodzinnych horrorach na sali porodowej... Ale co Cię miałam straszyć, wszak miałaś obiecane znieczulenie albo i cesarkę, nie spodziewałam się, że belgijscy położnicy pójdą na żywca... byłaś bardzo dzielna, Hanuś, a opisałaś to jak najlepszą przygodę ;-)
I koniecznie z humorem! bo przecież masz swoje książątko i tylko to się liczy!!!
Ściskam czule!

Dorota pisze...

Przeczytalam wytrwale do konca! I niestety tez sie usmialam :/ sorki ale nie moglam sie powstrzymac...
Gwoli tematu, maly jest cudny i wierze ze najbardziej Cie bolalo gardlo, bo ja pewno tez bym sie darla w nieboglosy! Ale najwazniejsze jest to ze jestes najszczesliwa mama na swiecie! I serdecznie Ci tego gratuluje

pozdrawiam

madzika pisze...

Ja mam inne doświadczenia,choć nie powiem żeby mnie nie bolało,ale wszystko trwało krótko,dzięki genialnej położnej ,która praktycznie myślała za mnie w trakcie porodu i mówiła co robić.Pierwszy poród po 45 min.od wejścia na salę porodową,drugi-trochę dłużej).
pozdrówki dzielna kobieto :)

madzika pisze...

eee pomyłka 45 min od wejścia do szpitala ,cha,cha...fajne koniki za oknem
buziak dla bobika

Konwaliowa Bombonierka pisze...

nie nie nie nie moge!!!!!!!!!!!!!!!!!!
posikałam się:)
Ze niby taki lekki humor czarny, ale z przytupem:***
Wielbię Cie:*
Ja byłam cieta i poprosze o powtórkę gdy najdzie zapotrzebowanie:)))
Ściskam cała trójkę, Jesteście dzielni:*

ivcia pisze...

No cóż...OSKAR w kategorii efekty specjalne :)))
Buziaki
ps. Za chwil parę o tym wszystkim zapomnisz...mówię CI

Kerry-Marta pisze...

Ej Haniu. To trzeba mieć talent by tak opisać. Wiem kochana co czułaś ... Ale nigdy nie mów nigdy, drugie dzieciątko na prawdę rodzi się już hop siup. Tulam mocno i jeszcze raz gratuluję.

ZEZULLA pisze...

Hahahaha:D Dopiero teraz przeczytałam:D Kurde, a ja do położnych i lekarzy w gumowcach nie dotarłam:D

Wiewi00ra pisze...

Gratulacje! Popłakaliśmy się z mężem ze śmiechu :D Drukuję i zabieram do torby na porodówkę.

a.pe pisze...

Uśmiałam się, bo opisałaś to komicznie, ale mniemam, że na porodówce tak wesoło nie było... Najważniejsze, że i Ty, i Maluszek jesteście cali i zdrowi...

BiG Momma pisze...

fajny opis porodu :-) fajnie miałaś, że nie czułaś skurczy - zazdroszcze. mi skurcze dokuczaly okrutnie heh

Joanna pisze...

A wiesz, że miałam podobnie ? Też w którymś momencie poinformowałam, że wychodzę i że chcę do domu. A pielęgniarka jak wychodziła główka to też mi lusterko chciała pokazywać :))). To było 14 lat temu.
Fajny Twój opis, Gratuluję :). Pokrzepił mnie Twój opis, oczekuję II dziecia i trochę się boję porodu. Zapomniałam już jak się rodzi :).
Pozdrawiam

mrs.right pisze...

U_M_A_R_Ł_A_M!!! W życiu się tak nie śmiałam. I to z czego? Porodu! No moja cesarka to wymięka...

Srebrnolistka pisze...

Przecudny opis :))) (rodziłam dwa razy na oba sposoby, więc wiem, że w trakcie do śmiechu nie jest:>)

Elis pisze...

:-) opis boski :-)Ale się uśmiałam.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...