Blog ten jest pamiętnikiem historii narodzin mojego syna.
O Raphaela walczyłam 10 lat.
Przeszłam kilka operacji, 3 zabiegi in vitro.
Trzeci zabieg dał Nam syna.
Oto nasza historia.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Każde słowo, każdy gest, każdy dzień.

Te słowa przeczytałam dziś u Dag-esz.
Musiałam je umieścić tutaj, dla Ciebie Synu.
Abym nigdy nie zapomniała, jak wielkie znaczenie ma każdy mój gest, słowo, dzień.
Kocham Cie.


Dzisiejsze nieśmiałe dziecko, to to, z którego wczoraj się śmialiśmy.
Dzisiejsze okrutne dziecko, to to, które wczoraj biliśmy.
Dzisiejsze dziecko, które oszukuje, to to, w które wczoraj nie wierzyliśmy.
Dzisiejsze zbuntowane dziecko, to to, nad którym się wczoraj znęcaliśmy.


Dzisiejsze zakochane dziecko, to to, które wczoraj pieściliśmy.
Dzisiejsze roztropne dziecko, to to, któremu wczoraj dodawaliśmy otuchy.
Dzisiejsze serdeczne dziecko, to to, któremu wczoraj okazywaliśmy miłość.
Dzisiejsze mądre dziecko, to to, które wczoraj wychowaliśmy.
Dzisiejsze wyrozumiałe dziecko, to to, któremu wczoraj przebaczyliśmy.


Dzisiejszy człowiek, który żyje miłością i pięknem, to dziecko, które wczoraj żyło radością.


Ronald Russell







14 komentarzy:

MariaPar pisze...

Mądre słowa. Podpisuję się pod nimi.
Wczytując się w tekst, zrozumiałam, że udało mi się wychować córkę na szczęśliwego człowieka.
Raszko rozwala uśmiechem :-)

ystin pisze...

o tak! przed nami bardzo odpowiedzialne zadanie... szkoda,że nikt tego nie uczy...żeby zostać np. fryzjerką trzeba sie kilka lat uczyć, ale rodzicem zostaje sie bez żadnego przygotowania- tylko intuicja, doświadczenia własne i obserwcje... czasem warto coś poczytać... oj, trudne zadanie, trudne,ale musimy dac radę, zeby nasze dzieci były szczęśliwe!!

córka pisze...

piękne i prawdziwe słowa.
obyśmy byli dobrymi rodzicami.

ZEZULLA pisze...

Ależ On podobny do Taty:D
Po tym co napisałaś...idę na przytulańce do Jula:D

mika - monika pisze...

kochanie to nie wiem gdzie ja popełniłam błąd że z moją Juleczką nie mogę się kompletnie dogadać ..
tekst kopiuję w końcu Paweł to wielkie wyzwanie ..

buziole

Jagoda pisze...

Słodkie maleństwo!

Inkwizycja pisze...

Ja się zawsze zastanawiam, jak widzę młodocianych (i nie tylko) przestępców, psychopatów, sadystów - czy nikt ich nie przytulał?!Wychowanie dziecka to sztuka, nie wystarczy urodzić. Raszko ma szczęście... ;-) i jest cudny! ;-)
Ściskam czule!

betti312 pisze...

Nie no Raszko ma tak słodziutki uśmiech, jest przecudny!! A słowa bardzo dające do myślenia. Pozdrawiam :*

Koza pisze...

W sprawie zębulów - im później wychodzą tym mocniejsze - i bardziej odporne na pruchnicę, tak więc tylko się cieszyć:) 5 msc nie obliguje do zabkowania, niektóre dzidziule w okolicach roku dopiero! Buziuńki a niunio cudny!

a.pe pisze...

Warto o tym wszystkim pamiętać, choć niestety niektórzy na co dzień zdają się zapominać. Ale nam to chyba nie grozi, prawda?

Jakiego Raszko ma super kumpla ;)

Dag-eSz pisze...

:)))
Ależ Ci synek rośnie! :)
Uściski dla Was :*

Evelio pisze...

warto o tym pamiętać każdego dnia!

Anonimowy pisze...

Piękne i mądre słowa :) Na tego bloga trafiłam poprzez Belgowo. Gratuluję Syneczka. Na pewno będę do Ciebie wpadać. Chcę też podzielić sie przemyśleniami na temat jednego z wpisów, tego o moherach i kalekach, przepraszam, że do niego wracam. Przede wszystkim jestem zbulwersowana chamstwem wypowiedzi tych kobiet - jak można nazywać kobiety z tym ogromnym cierpieniem kalekami? Nie mieści mi sie to w głowie! Ja - choć nie ma dla mnie znaczenia, jak dziecko jest poczęte, i nie ośmieliłabym się oceniać czyjejś decyzji, bo tylko ten, kto cierpi podobny ból niemożności zajścia naturalnie w ciażę, potrafi to zrozumieć - jakkolwiek dziwnie teraz to zabrzmi - jestem na nie co do samego in vitro. Bo chciałam wiedzieć, dlaczego Kościół mówi nie. Lubię wiedzieć, o co chodzi. Chce znać prawdę, nie interesują mnie półprawdy i gówno-prawdy, że sparafrazuję klasyka ;) A lekarze, dla których to biznes, nie kwapią się do dokładnych wyjaśnień. Że aby mieć jedno dziecko, trzeba przejść czesto kilka razy przez całą procedurę i męczy się nie tylko matka, ale i mrozi, a jak trzeba, to i zabija zarodki, a trzeba wyprodukować ich kilka-kilkanaście. Ile musi zginąć dzieci, żeby mieć jedno? Dla mnie zarodek=dziecko, bo nie wyobrażam sobie, ze do któregoś tam tygodnia to martwy zlepek komórek czy też płód, a potem nagle (jak?) "człowiek", zresztą naukowcy(biolodzy, chemicy, biotechnolodzy) też tak sądzą.
Dalej: z in vitro są często ciąże mnogie, wiele osób ich nie chce, lub jedno/kilkoro dzieci zagraża innym, i wtedy też się usuwa. Człowieka się usuwa. I decyduje, którego. Czy mamy prawo? Dalej: duża szansa na poród przedwczesny, czyli problemy ze zdrowiem dziecka. Dlaczego się o tym oficjalnie nie pisze? Ja chciałabym mieć świadomość, na co się decyduję. Kościół jest do de, bo tylko gromi, zamiast wyjaśniać, lekarze też, bo nie mówią wszystkiego. Ło matko, ależ epistoła. Kończę więc, przepraszając i nie miej mi za złe, że przedstawiłam swój punkt widzenia. Nie krytykuję nikogo, nie mnie sądzić. Dzieci są kochane i cudowne - wszystkie! izaura (bezblogowa) :)

Anonimowy pisze...

Poprzedni komentarz pisałam pod wpływem chwili. Teraz myślę, że niepotrzebny był ten wywód o in vitro - to było nietaktowne. W końcu to pamietnik dla twojego Syna. Po co ma kiedyś przeczytać o przemysleniach jakiejś nieznajomej baby? Możesz wykasowac go - masz moje błogosławieństwo :)pozdrawiam
izaura bezblogowa

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...